Nowa funkcja
dzienniki
Prezentujemy Wam nową funkcję na ewolu - dzienniki.
Sukienka. Nie daj się w nią wcisnąć
avatar ANNA VOYK   /   31 sierpnia 2017   /   2 minuty

Kiedy byłam w wieku przedszkolno- szkolnym, najgorszym dniem było rozpoczęcie roku i zakończenie. Nienawidziłam tych dni z jednego powodu. Musiałam, tak tu akurat to słowo pasuje idealnie, musiałam założyć sukienkę. Należało się ubrać odświętnie, na galowo, a to oznaczało dla mnie sukienkę i rajstopy. Najgorsza rzecz jaka mogło mi się przydarzyć. Kombinowałam na różne strony, by się od tego wymigać. Pamiętam nawet, że próbowałam schować ciuchy przed mamą, ale na nic się to zdawało, ponieważ mama odkrywała moje zamiary bez problemu i rano zawsze był cyrk i płacz. Przez kilka godzin czułam się w tym stroju jak w pancerzu i odliczałam czas na uroczystości i potem w klasie. Jak tylko było to możliwe, biegłam do domu, żeby się przebrać w spodnie i koszulkę. Zazdrościłam chłopcom - marzyłam o garniturze, białej koszuli i muszce, a do tego czarnych lakierkach. Na co dzień miałam luz, ale w takie dni, kiedy trzeba było odstawić się na galowo zawsze, ale to zawsze była sukienka. Brr...

Uważam, że dziś również wkładam takie sukienki. Dziś również są takie momenty, kiedy coś należy zrobić. Ale teraz mam na myśli wkładanie sukienki symbolicznie. Często sami szyjemy sobie takie sukienki, czyli narzucone konwenanse, tradycje, schematy zachowania. Kiedy się z nich wyłamujesz, to jesteś dziwakiem i wytykają cię palcami. Jesteś jak Brzydkie Kaczątko.

Ta przenośnia z sukienką pojawiła się u mnie przy okazji wystąpień publicznych, kiedy znów słyszę, że coś jest ogólnie przyjęte, że coś wypada a coś nie, że kobieta powinna mieć na scenie szpilki, bo jej łydka wygląda lepiej i ona sama prezentuje się odpowiednio. No i co? Sukienka i szpilki? Nie ma mowy! To tylko w teatrze i raczej performatywnie niż na serio. Nie dam się już wbijać w sukienki, już nigdy. Teraz jednak stanowię o sobie sama, podejmuję decyzje w swojej sprawie. Jako dzieci jesteśmy formatowani przez rodziców. Dobrze, że nie formatowali mnie na co dzień, że mogłam biegać za piłką z chłopakami, mieć samochody zamiast lalek, zbierać znaczki i łazić po drzewach. Tylko ta odświętna sukienka jak koszmar dzieciństwa.

Reklama

Ale i z tym można sobie poradzić. I oswoiłam to. Przez usymbolicznienie problemu i wzięcie sprawy w swoje ręce. Bo dziś " szyję" sobie sukienki sama lub wybieram tych, którzy "szyją" je dla mnie. Inni robią to wtedy, kiedy dostrzegają w nas to, czego sami nie widzimy lub nazywają po prostu naszą osobowość, nasze talenty czy umiejętności. I wtedy to jest dobry krawiec. Są jednak tacy, którzy próbują na szufladkować i szyć na sukienki, których nie chcemy - dokładnie tak jak robiła to moja mama – nieświadomie i na pewno w dobrej intencji. Takich krawców trzeba się wystrzegać i szybko wyłapywać, że ktoś nas formatuje i nakleja łatkę. Niestety nie jesteśmy w stanie się przed tym ustrzec. Jest tylko jedna rada. Oglądajmy nasze sukienki z uważnością i patrzmy, czy one są nadal nasze czy już nie.

Jaką "sukienkę" zakładasz do pracy? Jest ci w niej dobrze? Czy ona jest twoja? A jaką sukienkę masz w domu? Jaką dla swoich dzieci, partnerki/partnera? Być może to taka udręka jak moja w podstawówce i przedszkolu? Sam/sama stanowisz o sobie czy robią to inni? A jeśli tak to są to dobrzy krawcy, życzliwi, troszczący się o ciebie?

Pamiętaj o swojej sukience.
pozdrawiam
Anna Voyk

Jeśli spodobał Ci się powyższy tekst - kliknij poniżej przycisk OBSERWUJ, a otrzymasz na swoją skrzynkę email wszystkie nowe posty na blogu
obserwuj
Powyższy tekst przedstawia wyłącznie prywatne poglądy autora i nie prezentuje stanowiska ewolu

O autorze

avatar
Czuję się ekspertem od zmiany, ponieważ dokonałam ich w swoim życiu wiele. Pokonałam swoje demony poprzez wytrwałość w postanowieniach i w budowaniu mądrych nawyków.
A tutaj będę pisać dzieląc się z tobą swoimi codziennymi przemyśleniami.
Moje wartości to uczciwość, zaufanie, komunikacja sercem i odwaga - i tak będzie również tu.

Komentarze

Reklama

Inne posty autora

Reklama