Czy powinienem pracować nad poczuciem własnej wartości?
avatar Piotr Podskarbi   /   17 lipca 2017

Problemy, takie jak:

“Boję się odezwać na spotkaniu nawet jeśli wiem, że mam rację”

“Nadmiernie boli mnie krytyka i niechęć innych ludzi”

“Ciągle obawiam się żeby nie popełnić jakiejś gafy, a im bardziej się staram, tym bardziej mi nie wychodzi”

“Niby chcę być w centrum uwagi, ale kiedy już jestem, czuję się nieswojo”

“Jestem nieśmiały w kontaktach z innymi ludźmi”

są dosyć częstymi problemami, z którymi spotykamy się my lub nasi bliscy. Nawet jeśli w większości kontekstów nie mamy z tym problemu, pewnie znajdą się i takie, w których wciąż jest miejsce do pracy. Niektórzy (nieśmiało) sugerują, że takie problemy związane są z poczuciem własnej wartości albo niską samooceną i dobrym wyjściem może być praca nad tymi aspektami. Czy mają rację?

Po pierwsze warto zauważyć, że wspomniane wcześniej postawy często są wzmacniane i chętnie akceptowane przez społeczeństwo. Kobietę, która unika zwracania na siebie uwagi strojem, łatwiej nazwać przecież elegancką, faceta, który usilnie stara się nie popełnić błędu – profesjonalistą, a osobę, która przejmuje się krytyką określić jako empatyczną.

Niektóre cechy, których podłożem może być niska samoocena są wręcz społecznie pożądane, zwłaszcza w niektórych środowiskach.

Trzeba jednak dodać, że oprócz korzyści z lepszego (czy napewno?) dopasowania do norm społecznych, mamy wiele idących za takimi postawami strat. Osoby nieśmiałe tracą wiele okazji do zbudowania ciekawych relacji, te przejmujące się krytyką niepotrzebnie ranią siebie i tkwią we frustracji lub wstydzie, a perfekcjoniści wielu wspaniałych pomysłów nawet nie zaczynają realizować w obawie, że jakiś drobny szczegół mógłby nie pójść po ich myśli.

Z kolei wiele osób, gdyby ich zapytać o wysoką samoocenę, odpowie, że wcale nie chce takiej mieć, gdyż zawyżona samoocena jest przyczyną pychy i zarozumialstwa, a to nie dość że cechy społecznie nieakceptowane to jeszcze takie, jakich faktycznie sami też nie chcemy (zazwyczaj) mieć. Warto jednak zauważyć, że takie myślenie oparte jest na FAŁSZYWEJ DYCHOTOMII pomiędzy niskim poczuciem własnej wartości a pychą. Pycha i postawy narcystyczne WCALE NIE SĄ OBJAWAMI WYSOKIEJ, ALE NISKIEJ SAMOOCENY. Wydawałoby się, że narcyz wszędzie eksponuje swoje dobre cechy, jednak robi to usilnie tylko po to, by zakryć złe, których nie akceptuje. Trudno jednak nam w to całkowicie uwierzyć, jeśli nie zobaczymy tego mechanizmu najpierw u siebie.

Do tego wszystkiego dochodzi fakt, że praca nad samooceną zwykle kojarzy nam się z osobami, które mają kompleksy (np. na tle wyglądu, sposobu mówienia, pochodzenia) i SAM FAKT, ŻE MIELIBYŚMY PRACOWAĆ NAD POCZUCIEM WŁASNEJ WARTOŚCI STAWIA NAS W NASZEJ GŁOWIE W SZEREGU Z TAKIMI OSOBAMI. A tego zazwyczaj bardzo chcemy uniknąć, bo to właśnie stanowi KOLEJNY CIOS W NASZĄ SAMOOCENĘ.

By rozwiązać ten problem trzeba przekonać się, że samoocena czy poczucie własnej wartości nie jest biało-czarne - albo je mamy albo nie. W zależności od naszych doświadczeń jak i obecnych poczynań i przekonań samoocena może być zdrowa lub mniej albo bardziej zachwiana. Praca, która ma na celu przesuwanie poziomu poczucia własnej wartości coraz bardziej w stronę zdrowego nie musi oznaczać, że w tej obecnej chwili czujemy się jak kompletne zero Po prostu są sytuacje, w których nie czujemy się w pełni wartościowi. Większość osób tak właśnie ma, nie każdy jest jednak w stanie się do tego przyznać.

Większość osób nigdy nie rozpoczyna nawet pracy nad swoimi blokadami, u których podstaw stoi poczucie własnej wartości. Paradoksalnie robi to po to, by (chwilowo) nie doznać uszczerbku właśnie na tym poczuciu. (dokładnie wyjaśniam to w kursie Ciesz Się Wartością).

Ostatnia kwestia, którą warto poruszyć to pytania: co tak naprawdę powoduje sytuacja, że ktoś mnie skrytykuje. Zazwyczaj nie niesie ona zbyt dużych konsekwencji na poziomie PRAKTYCZNYM. W praktyce nieprzychylny komentarz na Facebooku czy nawet otwarta krytyka jakiejś osoby nie powoduje zbyt wielu negatywnych skutków. Ktoś coś powiedział i tyle. Oczywiście, jeśli osobą krytykującą jest ktoś mający nad nami władzę (np. szef) albo ktoś bliski (np. partnerka) to warto zastanowić się również nad praktycznymi konsekwencjami tego, że osoba ta jest z czegoś wyraźnie niezadowolona.

Jednak w większości przypadków boli nas krytyka zupełnie obcych ludzi, która nie ma na nas żadnego wpływu, a w każdym razie nie jesteśmy w stanie nic na to poradzić, ani nawet precyzyjnie tego wpływu określić. Zatem to nie PRAKTYCZNE SKUTKI krytyki bolą nas najbardziej, ale coś innego. Zazwyczaj jest to kwestia tego, CO SAMI POMYŚLIMY O SOBIE w związku z tą krytyką. A to już kwestia pracy nad stabilną samooceną, gdyż jeśli potrafimy ocenić się SAMI (naturalnie można dalej przy tym uwzględniać feedback innych, ale robić to „na chłodno”) wówczas krytyka innych nie będzie nas bolała.

A taka postawa, w której krytyka nie powoduje u nas natychmiastowego i nieuchronnego skoku ciśnienia niesie również i PRAKTYCZNE KORZYŚCI. Dzięki temu nawet na ostrą i nieuzasadnioną krytykę (albo z drugiej strony na uzasadnioną, bo taka najbardziej boli) jesteśmy w stanie odpowiedzieć bez kulenia się, tłumaczenia i przepraszania za coś, czego nie zrobiliśmy, ale też i z drugiej strony bez agresji i ataku na krytyka, który często jest bezcelowy. Z kolei w sytuacji, gdy faktycznie popełniliśmy błąd potrafimy wziąć taką krytykę za dobrą monetę i wyciągnąć z niej wnioski, a nawet (!) przyznać się do błędu. Nie towarzyszy jednak już temu wstyd i poczucie winy, które nękają nas przed kilka następnych dni.

Problem takiej postawy polega na tym, że jeśli „czegoś nie czujemy wewnątrz” to takiej zdolności jak wyżej opisałem nie posiadamy. Tzn. nie jesteśmy w stanie się ZMUSIĆ DO NIEPRZEJMOWANIA SIĘ KRYTYKĄ. Tego się po prostu nie da. Co więcej zmuszanie się do tego, by nie przejmować się krytyką, jeśli ona i tak nas boli jest próbą WYPIERANIA EMOCJI, KTÓRA ZAWSZE SKOŃCZY SIĘ ŹLE. (zwykle skończy się dodatkową emocją – frustracją z powodu pojawienia się wstydu – tzw. metaemocją, ale to technikalia na kiedy indziej )

Czy można jakoś uzyskać sytuację, w której jednak nie będę czuł zranienia w momencie krytyki/zbłaźnienia/gafy? CZY MOGĘ COKOLWIEK ZROBIĆ?! - być może zapytasz.

Jeszcze chwilę cierpliwości...

W środowisku rozwojowym zauważyłem dwa podejścia do budowania stabilnej samooceny:

„Pewność siebie biorę z rzeczy zewnętrznych” - czyli osoba zakłada, że sukcesy, pieniądze, sława itd. pozwolą jej znacznie zwiększyć pewność siebie. Tak się często nawet dzieje, tylko że jest to dalej kontekstowa pewność siebie – bazuje na czymś zewnętrznym i jeśli tego zabraknie – pryska.

„Pewność siebie biorę z głębi siebie” - mówi wiele osób. Moim zdaniem kierunek dobry, ale wiele osób niestety tej pewności siebie w sobie NIE ZNAJDUJE. Wtedy z pomocą spieszą afirmacje, które działają krótko albo wcale (i dodatkowo powodują budowanie ego, ale o tym kiedy indziej :))

Co zatem robić, by budować stabilną samoocenę na głębokim poziomie? To szeroki temat, o którym napiszę kiedy indziej :)

Do zobaczenia :)

Jeśli spodobał Ci się powyższy tekst - kliknij poniżej przycisk OBSERWUJ, a otrzymasz na swoją skrzynkę email wszystkie nowe posty na blogu
obserwuj
Powyższy tekst przedstawia wyłącznie prywatne poglądy autora i nie prezentuje stanowiska ewolu

Komentarze

Inne posty autora